Ziemia chciana i niechciana


Od wieków dla wielu pokoleń chłopów posiadanie ziemi było największym problemem. Ziemia była oznaką majątku i prestiżu. Brak jej powodował biedę, głód i przymusową emigrację, co w Galicji doświadczyliśmy wielokrotnie. 

Ziemia rolna jest podstawą gospodarki rolnej i decyduje o możliwości produkcji żywności.
Obecnie jesteśmy świadkami polaryzacji stosunku do ziemi. Z jednej strony jest ona cenną wartością osiągającą na rynku wysoką cenę, a z drugiej często porzucaną jako znak rezygnacji z pracy na roli. Zjawisko to widać na co dzień w Małopolsce. Ceny ziemi w powiatach: krakowskim, proszowickim, miechowskim osiągają zawrotny poziom, zaś w gminach zachodniej Małopolski zarasta ona inwazyjnymi chwastami stając się nieużytkami, a z czasem powraca do pierwotnych obszarów lasu.
Tracimy tysiące hektarów ziemi rolnej, którą przeznacza się na budownictwo i infrastrukturę. Izba - delegaci do rad powiatowych, którzy opiniują zmiany sposobu użytkowania, mają świadomość bezpowrotnego procesu wyłączenia ziemi z produkcji rolnej. Nie bez powodu w Konstytucji znajduje się zapis o górnym limicie powierzchni rodzinnych gospodarstw rolnych wynoszącym 300 ha.
Toczyliśmy wieloletnią walkę o zmianę przepisów w zakresie obrotu ziemią, które w sposób bezwzględny wykorzystywał obcy kapitał. Straciliśmy bezpowrotnie tysiące hektarów. Nikt naprawdę nie wie ile. Przykłady krajów Unii Europejskiej (Francja, Dania) pokazują, że pomimo wspólnych wartości będących podstawą Unii, swobodnego przepływu ludzi, kapitału towarów i usług, da się chronić to co narodowe, w tym ziemię, przed obcymi.
Zmiana w prawie, która się wreszcie dokonała w Polsce w zakresie obrotu ziemią, powstrzymała to negatywne zjawisko.
Opiniujemy, jako Izba w ramach rękojmi, każdy zakup ziemi rolnej powyżej 0,3 lub 0,5 ha, KOWR nie sprzedaje swoich zasobów tylko ogranicza się do dzierżaw. Nie stosuje się jednak do możliwości jakie ustawa daje, tzn. zakupu ziemi a następnie przekazanie jej w dzierżawie rolnikom, którzy chcieliby powiększyć swoje gospodarstwa. Daleko nam do sprawności francuskiej instytucji odpowiedzialnej za obrót ziemią rolną (SAFER), która na pewno nie pozwoliłaby na funkcjonowanie latyfundiów, na obrzeżach których prowadzą marną egzystencję małe gospodarstwa, pomimo chęci ich rozwoju.
Ostatni przypadek, z którym mamy do czynienia kiedy Izba wydała negatywną opinię na temat dzierżawcy, który poddzierżawia ziemię (nie wolno mu tego robić) oraz stosuje technologie produkcji na granicy dopuszczalności związanej z ochroną środowiska, pokazują co dotychczasowi dzierżawcy mogą zrobić nękając naszych delegatów nocnymi najazdami na ich gospodarstwa, licznymi głuchymi telefonami, zmuszając do dziwnych oświadczeń. Jesteśmy zobowiązani do analizy takich przypadków i wydawania obiektywnych opinii w interesie wszystkich zainteresowanych.
W dalszym ciągu powinniśmy namawiać nowo wybrane rady gminne i nowo wybranych włodarzy gmin do ustanawiania lokalnego prawa przeciwdziałającego wypadaniu ziemi rolnej z produkcji. Problem narasta. Po każdych żniwach widzimy ścierniska bez podorywek, które po latach przestają być użytkiem rolnym. Podobno takiej ziemi w województwie małopolskim mamy już około 70 tys. ha przy około 600 tys. ha, którymi dysponuje małopolskie rolnictwo. Początek samorządowej kadencji powinien zachęcać do tak odpowiedzialnych i odważnych decyzji.
Ziemia jest wartością nie do przecenienia. Powinniśmy dbać o nią w interesie przyszłych pokoleń, bo nie wymyślono jeszcze na dzisiaj alternatywnej metody produkcji żywności bez ziemi.

Henryk Dankowiakowski
Dyrektor MIR
Tarnów, 05.11.2018 r.


 

Licznik odwiedzin: 812621